Parafia pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Grębocinie

Parafia pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Grębocinie

  • Nie jesteś zalogowany.

#46 2009-07-05 11:00:43

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

C.D.                     Miłego czytania

Szanowny Panie Boże,
Dzisiaj miałem między czterdzieści a pięćdziesiąt lat i narobiłem mnóstwo głupstw.
   Opowiem Ci o tym krótko, bo szkoda czasu. Peggy Blue czuje się dobrze, ale ta Chinka nasłana przez Pop Corna, która teraz nie może mnie ścierpieć, przyszła do niej i wypaplała, że pocałowałem ją w usta.
   No i Peggy powiedziała mi, że między nami wszystko skończone. Protestowałem, mówiłem jej że z Chinką to był błąd młodości, że to było na długo przed nią i że nie może do końca życia wypominać mi przeszłości.
   Ale ona była nieugięta. Zaprzyjaźniła się nawet z Chinką, żeby mi zrobić na złość, i słyszałem, jak razem chichoczą.
   Więc kiedy Brigitte, ta z downem, która zawsze się do wszystkich klei, bo u mongołów to normalne, są bardzo uczuciowi, przyszła do mnie przywitać się, pozwoliłem jej całować się wszędzie. Szalała z radości, że jej pozwalam. Zachowywała się jak pies, który wita swojego pana. Problem tylko w tym, że na korytarzu był Einstein, który może ma wodę w mózgu, ale na pewno nie ma
klapek na oczach. Wszystko widział i zaraz poszedł opowiedzieć Peggy i Chince. Wszyscy na piętrze mówią teraz, że latam za kobietami, a przecież nawet nie ruszyłem się z pokoju.
   - Nie wiem, co mnie podkusiło, ciociu, z Brigitte...
   - Tak zwany demon południa, Oskarze. Dopada mężczyzn między czterdziestym piątym a pięćdziesiątym rokiem życia: chcą się upewnić,
sprawdzić, czy podobają się jeszcze innym kobietom oprócz tej, którą kochają.
   - No dobrze, jestem normalny, ale też baran ze mnie, no nie!
   - Tak. Jesteś najzupełniej normalny.
   - Co powinienem zrobić?
   - Kogo kochasz?
   - Peggy. Tylko Peggy.
   - To powiedz jej. Pierwszy związek jest zawsze bardzo kruchy, podatny na różne wstrząsy, ale jeśli jest dobry, trzeba walczyć o jego zachowanie.
   Jutro, Panie Boże, jest Boże Narodzenie. Nigdy nie kojarzyłem, że to są Twoje urodziny. Spraw, żebym pogodził się z Peggy, bo nie wiem, czy to z tego powodu, ale jestem dziś wieczór bardzo smutny i w ogóle nic mi się nie chce.
                                       
                                               Do jutra, całusy, Oskar.

PS: Teraz, kiedy już jesteśmy kumplami, co chcesz dostać ode mnie na
urodziny?

                                                                         C.D.N.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#47 2009-07-05 16:37:21

Calineczka

Poetka Duszy

Zarejestrowany: 2007-03-24
Posty: 1781
Punktów :   31 

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

no, no... fragment bardzo inspirujący i pobudzający do refleksji ... 
   
Powodzenia Oskarze!


Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała...


http://youtu.be/TgdF5mw9ea8

Offline

 

#48 2009-07-19 13:12:52

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

C.D.
Szanowny Panie Boże,
   Dzisiaj rano, o ósmej, powiedziałem Peggy Blue, że kocham ją, tylko ją i że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Rozpłakała się, wyznała, że zdejmuję jej z serca wielki ciężar, bo ona też kocha tylko mnie i na pewno już nigdy nikogo nie znajdzie, zwłaszcza teraz, kiedy jest różowa.
   Wtedy, ciekawa rzecz, zaczęliśmy oboje płakać, ale to było bardzo przyjemne. Fajne jest życie we dwoje. Szczególnie po pięćdziesiątce, kiedy ma się za sobą różne przejścia.
   Gdzieś o dziesiątej, dotarło do mnie, że naprawdę jest Boże Narodzenie, że nie będę mógł być razem z Peggy, bo zwali się do niej cała
rodzina: bracia, wujkowie, kuzyni, pociotki, i będę skazany na towarzystwo swoich rodziców. Co mi znowu podarują? Składające się z osiemnastu tysięcy kawałków puzzle? Książki po kurdyjsku? Pudełko z instrukcjami obsługi? Mój portret z czasów, kiedy byłem zdrowy? Po tych dwojgu kretynach, którzy nie mają więcej rozumu niż worek na śmieci, można się było wszystkiego spodziewać, ale jednego mogłem być pewien: że spędzę beznadziejny dzień.
   Zdecydowałem się bardzo szybko i zorganizowałem ucieczkę. Parę transakcji: zabawki dla Einsteina, puchówka dla Bekona, cukierki dla Pop Corna. Prosta obserwacja: ciocia Róża zawsze wychodziła przez szatnię. Łatwe do przewidzenia: rodzice nie dojadą przed południem. Wszystko poszło jak z płatka: o wpół do dwunastej ciocia Róża pocałowała mnie, życząc pięknego świątecznego dnia z rodzicami, a potem zniknęła na piętrze, gdzie znajdują się szatnie. Zagwizdałem. Pop Corn, Einstein i Bekon szybko mnie ubrali, przetransportowali na dół i zanieśli do gabloty cioci Róży, samochodu, który pochodzi chyba jeszcze z czasów przed wynalezieniem automobilu. Pop Corn, który ma dryg do otwierania zamków, bo miał szczęście wychowywać się w biednym osiedlu, otworzył drutem tylne drzwi, po czym rzucili mnie na
podłogę między przednimi a tylnymi siedzeniami i niezauważeni przez nikogo wrócili do budynku.
   Po dłuższej chwili ciocia Róża wsiadła do samochodu, kilkanaście razy próbowała zapalić dychawiczny silnik, aż wreszcie ruszyliśmy strasznie szybko. Genialne są te samochody sprzed wynalezienia automobilu: robią taki hałas, że wydaje się człowiekowi, że jedzie bardzo szybko, i trzęsą nie mniej niż w wesołym miasteczku.
   Z tym tylko, że ciocia Róża uczyła się chyba jeździć z jakimś kaskaderem: nie zwracała uwagi na światła, na ronda ani na krawężniki, tak że od czasu do czasu samochód wylatywał w powietrze. W kabinie strasznie rzucało, ciocia dużo trąbiła, a i pod względem słownictwa mogłem się nieźle podkształcić: miotała najstraszniejsze obelgi pod adresem wrogów, którzy tarasowali jej drogę, i pomyślałem sobie raz jeszcze, że zapasy to naprawdę dobra szkoła życia.
   Miałem zamiar po przyjeździe na miejsce wyskoczyć z samochodu i zawołać: „A kuku, ciociu Różo!”, ale ten rajd trwał tak długo, że chyba
zasnąłem.
   W każdym razie, kiedy się obudziłem, było ciemno, zimno i cicho, a ja leżałem sam na wilgotnym dywaniku. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem sobie, że może zrobiłem głupstwo.
   Wysiadłem z samochodu i wtedy zaczął padać śnieg. Ale nie był taki przyjemny jak w „Walcu śnieżynek” z Dziadka do orzechów. Zęby szczękały mi jak nie wiem co.
   Zobaczyłem duży oświetlony dom. Poszedłem w jego kierunku. Z trudem. Żeby dosięgnąć dzwonka, musiałem podskoczyć tak wysoko, że
padłem jak długi na wycieraczkę.
   Tam właśnie znalazła mnie ciocia Róża.
   - Ale... ale... - zaczęła.
   A potem pochyliła się nade mną i szepnęła:
   - Mój kochany.
   Wtedy pomyślałem sobie, że może jednak nie zrobiłem głupstwa. Zaniosła mnie do salonu, gdzie stała wielka mrugająca choinka. Byłem
zdziwiony, widząc, jak u niej w domu jest ładnie. A przede wszystkim, jak bogato. Bo kiedy spotka się kogoś miłego, zwykle myśli się, że jest biedny.
   Ogrzała mnie przy kominku i wypiliśmy po dużej filiżance czekolady. Domyślałem się, że zanim na mnie nakrzyczy, chce być pewna, że się dobrze czuję. Więc nie spieszyłem się z odzyskiwaniem dobrego samopoczucia, co
zresztą przychodziło mi łatwo, bo w tej chwili jestem naprawdę bardzo słaby.
   - Wszyscy w szpitalu cię szukają, Oskarze. Pełna mobilizacja. Twoi rodzice są zrozpaczeni. Zawiadomili policję.
   - To do nich podobne. Myślą, że ich pokocham, kiedy zakują mnie w kajdanki...
   - Co masz im do zarzucenia?
   - Boją się mnie. Boją się ze mną rozmawiać. A im bardziej się boją, tym bardziej mam wrażenie, że jestem potworem. Dlaczego ich tak przerażam?
   - Jestem aż taki brzydki? Śmierdzę? Kompletnie zidiociałem?
   - Nie boją się ciebie, Oskarze. Boją się choroby.
   - Choroba jest częścią mnie. Nie muszą zachowywać się inaczej, dlatego że jestem chory, chyba że mogą kochać tylko zdrowego Oskara?
   - Kochają cię, Oskarze. Powiedzieli mi to.
   - Rozmawiasz z nimi?
   - Tak. Są bardzo zazdrośni o to, że się tak dobrze rozumiemy. To znaczy może nie zazdrośni. Smutni. Smutni, że im się nie udaje.
   Wzruszyłem ramionami, ale złość trochę mi przeszła. Ciocia Róża zrobiła mi drugą gorącą czekoladę.
   - Wiesz, Oskarze, umrzesz któregoś dnia. Ale twoi rodzice także umrą.
   Zdziwiło mnie to, co mówi. Nigdy dotąd o tym nie myślałem.
   - Tak. Oni też kiedyś umrą. Samotnie. Ze strasznymi wyrzutami sumienia, że nie udało im się pogodzić ze swoim jedynym dzieckiem, Oskarem, którego bardzo kochali.
   - Nie mów mi takich rzeczy, ciociu, bo dostanę chandry.
   - Pomyśl o nich, Oskarze. Zrozumiałeś, że umrzesz, bo jesteś inteligentnym chłopcem. Nie zrozumiałeś jednak, że nie ty jeden. Wszyscy
kiedyś umrzemy. Twoi rodzice. Ja.
   - Tak. Ale ja pierwszy.
   - To prawda. Ty pierwszy. Ale czy z tego powodu wszystko ci wolno? Czy wolno ci zapominać o innych?
   - Zrozumiałem, ciociu. Zadzwoń do nich.
   A teraz, Panie Boże, w paru słowach o tym, co było dalej, bo boli mnie już ręka. Ciocia Róża zawiadomiła szpital, a szpital zawiadomił moich rodziców, którzy przyjechali do cioci Róży i wszyscy razem świętowaliśmy Boże Narodzenie.
   Kiedy przyjechali moi rodzice, powiedziałem im:
- Przepraszam, zapomniałem, że wy też kiedyś umrzecie. Nie wiem, co w nich to zdanie odblokowało, ale potem zrobili się tacy jak
dawniej i spędziliśmy naprawdę superowski świąteczny wieczór. Przy deserze ciocia Róża chciała obejrzeć w telewizji pasterkę, a także
turniej zapasów, który wcześniej nagrała. Powiedziała, że od lat przed pasterką ogląda zapasy, na rozgrzewkę, że to stare przyzwyczajenie i że sprawiłoby jej to przyjemność. No więc wszyscy obejrzeliśmy walkę, którą sobie odłożyła. To było coś fantastycznego. Mefista kontra Joanna d’Arc! Kostiumy kąpielowe i botki aż do pępka! Zuch-dziewczyny! - jak stwierdził tata,
który był cały czerwony i któremu zapasy najwyraźniej bardzo się podobają. Każda dostała po głowie niezliczoną ilość razy. Ja w takiej walce bym już sto razy umarł. To kwestia wprawy, powiedziała mi ciocia Róża, im więcej dostajesz po buzi, tym więcej możesz wytrzymać. Nie wolno tracić nadziei. Ostatecznie wygrała Joanna d’Arc, chociaż na początku nic na to nie
wskazywało: pewnie się ucieszyłeś.
   A tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego z okazji Twoich urodzin,
Panie Boże. Ciocia Róża położyła mnie spać w łóżku swojego najstarszego syna, który był w Kongo weterynarzem i leczył słonie, i powiedziała mi przed chwilą, że moje pojednanie z rodzicami to świetny prezent urodzinowy dla Ciebie. Ja tam uważam, że jest dość byle jaki. Ale skoro ciocia Róża, która jest Twoją starą kumpelką, tak twierdzi...
                          Do jutra, całusy, Oskar.
PS: Byłbym zapomniał o życzeniu: niech moi rodzice będą zawsze tacy, jak dzisiaj wieczór. I ja też. To były fajne Święta. Szczególnie Mefista kontra Joanna d’Arc. Przykro mi z powodu Twojej mszy, film urwał mi się wcześniej.

                                                                                      C.D.N.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#49 2009-07-22 15:01:55

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

C.D.

   Szanowny Panie Boże,

   Dziś mam już skończone sześćdziesiąt lat i płacę rachunek za wczorajsze ekscesy. Nie jestem w najlepszej formie.
   Z przyjemnością wróciłem do domu, do szpitala. Tak to już jest z człowiekiem, że na starość nie za bardzo lubi podróżować. W każdym razie ja już nie mam ochoty nigdzie się stąd ruszać.
   Nie powiedziałem Ci w moim wczorajszym liście, że u cioci Róży na półce przy schodach stoi figurka Peggy Blue. Przysięgam Ci. Dokładnie taka sama, z gipsu, z tą samą słodką twarzyczką i tym samym błękitem na ubraniu i skórze. Ciocia Róża twierdzi, że to Maryja, Twoja matka, z tego, co zrozumiałem, rodzinna pamiątka. Zgodziła się mi ją dać. Postawiłem ją na stoliku przy łóżku. I tak pewnego dnia wróci do rodziny cioci Róży, ponieważ ją adoptowałem.
   Peggy Blue czuje się lepiej. Przyjechała mnie odwiedzić na wózku. Nie rozpoznała się w figurce, ale spędziliśmy razem miłe chwile. Słuchaliśmy Dziadka do orzechów, trzymając się za ręce, i przypomniały nam się dawne czasy.
   Nie będę Ci już długo opowiadał, bo pióro zrobiło się jakieś ciężkie. Wszyscy są tutaj chorzy, nawet doktor Dusseldorf, od tych wszystkich
czekoladek, gęsich wątróbek, kasztanów w cukrze i szampana, które rodzice masowo dawali lekarzom i personelowi. Bardzo bym chciał, żebyś mnie odwiedził.
    Całusy, do jutra, Oskar.

                                                       C.D.N.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#50 2009-08-01 19:06:26

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

C.D.

Szanowny Panie Boże,

   Dziś miałem między siedemdziesiąt a osiemdziesiąt lat, i zastanawiałem się nad wieloma rzeczami.
   Najpierw zająłem się prezentem, który ciocia Róża dała mi pod choinkę. Nie pamiętam, czy Ci o nim mówiłem. To roślina z pustyni Sahara, która przeżywa całe swoje życie w ciągu jednego dnia.. Jak tylko ziarno wchłonie trochę wody, od razu puszcza, pąki, staje się łodygą, dostaje liści, rozkwita, wytwarza nasiona, więdnie, kurczy się i hop, wieczorem jest już po wszystkim. To był genialny prezent, dziękuję, że coś takiego wymyśliłeś. Podlaliśmy ją rano, o siódmej, ciocia Róża, rodzice i ja - nie pamiętam, czy Ci mówiłem, mieszkają teraz u cioci Róży, bo to bliżej - i mogłem prześledzić cały jej żywot. Byłem wzruszony. Fakt, że to mały rachityczny kwiatek - w niczym nie
przypomina baobaba - ale dzielnie, na naszych oczach, w jeden dzień, nie przerywając ani na chwilę, wypełnił całą swoją roślinną misję.
   Z Peggy Blue często czytywaliśmy Słownik medyczny, to jej ulubiona książka. Peggy pasjonuje się chorobami i wciąż się zastanawia, jakie jeszcze będzie mogła mieć w przyszłości. Ja próbowałem znaleźć słowa, które mnie ciekawiły: „Życie”, „Śmierć”, „Wiara”, „Bóg”. Uwierzysz mi albo nie, ale ich tam nie było! Zauważ, to tylko dowodzi, że ani życie, ani śmierć, ani wiara, ani Ty
nie jesteście chorobami. Co jest poniekąd pocieszające. Ale jednak w takiej ważnej książce powinny być odpowiedzi na najważniejsze pytania, no nie?
   - Ciociu Różo, mam wrażenie, że w Słowniku medycznym są tylko rzeczy bardzo konkretne, kłopoty, które mogą spotkać tego czy innego człowieka. Nie ma tam nic o sprawach, które dotyczą nas wszystkich, takich jak Życie,
Śmierć, Wiara, Bóg.
   - Powinieneś zajrzeć do Słownika filozofii, Oskarze. Tam znajdziesz słowa, których szukasz, ale boję się, że też będziesz rozczarowany. Jest wiele bardzo różnych definicji na każde z tych pojęć.
   - Jak to możliwe?
   - Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać „być może”. Tylko na
nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.
   - Chcesz powiedzieć, że dla „Życia” nie ma rozwiązania?
   - Chcę powiedzieć, że dla „Życia.” jest kilka rozwiązań, a więc nie ma żadnego.
   - A ja myślę, ciociu, że dla życia nie ma innego rozwiązania niż żyć.
   Zajrzał do nas doktor Dusseldorf Miał, jak zwykle, minę zbitego psa, która sprawia, że ze swoimi czarnymi krzaczastymi brwiami wygląda jeszcze bardziej malowniczo.
   - Czesze pan sobie brwi, panie doktorze? - zapytałem.
   Rozejrzał się wokół siebie, zaskoczony, jakby chciał spytać cioci Róży, moich rodziców, czy dobrze usłyszał. W końcu, zdławionym głosem,
powiedział: tak.
   - Niech pan nie robi takiej miny, doktorze Dusseldorf. Będę z panem szczery, bo zawsze uczciwie brałem lekarstwa, a pan skrupulatnie próbował zwalczyć moją chorobę. Niech pan się nie zachowuje, jakby czuł się winny. To nie pana wina, że musi pan oznajmiać ludziom złe nowiny, choroby o łacińskich nazwach i to, że nie ma ratunku. Niech pan sobie odpuści. Niech pan się wyluzuje. Nie jest pan Panem Bogiem. To nie pan rozkazuje naturze. Pan tylko stara się naprawiać. Niech pan trochę wyhamuje, doktorze Dusseldorf, przestanie się tak przejmować, nabierze trochę pokory, bo inaczej nie będzie pan mógł długo wykonywać tego zawodu. Proszę spojrzeć, jak pan
wygląda.
   Słuchając mnie, doktor Dusseldorf miał usta otwarte, jakby połykał jajko. Potem uśmiechnął się, tak naprawdę, i pocałował mnie.
   - Masz rację, Oskarze. Dziękuję, że mi to powiedziałeś.
   - Nie ma za co, panie doktorze. Do usług. Niech pan przyjdzie, kiedy pan zechce.
   To tyle, Panie Boże. Wciąż czekam, aż mnie odwiedzisz. Przyjdź. Nie wahaj się ani chwili. Mimo że mam teraz wielu gości, bardzo bym się ucieszył.
                      Do jutra, całusy, Oskar.

                                                                              C.D.N.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#51 2009-09-08 17:40:38

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

Ojejciu jejcu, jak dawno mnie tu nie było!

CD.
Szanowny Panie Boże,
Peggy Blue opuściła szpital. Wróciła do domu. Nie jestem głupi, wiem,
że już nigdy jej nie zobaczę.
Nie będę do Ciebie pisał, dlatego że mi smutno. Przeżyliśmy razem
życie, Peggy i ja, a teraz zostałem sam i leżę w łóżku łysy, stary i zmęczony.
Ohydnie jest się starzeć.
Dzisiaj przestałem Cię lubić.
Oskar.

A już niedługo następny fragment


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#52 2009-10-07 22:13:24

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

...i znowu zaniedbałam, przepraszam 

C.D.

   Szanowny Panie Boże,

   Dziękuję, że przyszedłeś.
   Wybrałeś dobry moment, bo czułem się bardzo źle. Może zresztą obraziłeś się na mnie za wczorajszy list...
   Kiedy się obudziłem, pomyślałem, że mam dziewięćdziesiąt lat i obróciłem głowę w stronę okna, żeby popatrzeć na śnieg.
   I wtedy poczułem, że przychodzisz. Był ranek. Byłem sam jeden na ziemi. Było tak wcześnie, że ptaki jeszcze spały, i nawet pielęgniarka z nocnej zmiany, pani Ducru, musiała sobie kimnąć, Ty jednak próbowałeś stworzyć świt. Ciężko Ci szło, ale nie dawałeś za wygraną. Niebo stawało się coraz bledsze. Nasycałeś powietrze bielą, szarością, błękitem, odpychałeś noc, wskrzeszałeś świat. Bez wytchnienia. Wtedy zrozumiałem, czym się różnimy: Ty jesteś niezmordowany! Nie wiesz, co to zmęczenie. Pracujesz na okrągło.
   Dzień, proszę bardzo! Noc! Wiosna! Zima! Peggy Blue! Oskar! Ciocia Róża! Masz zdrowie!
   Zrozumiałem, że jesteś obok. Że zdradzasz mi swój sekret: codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.
   Więc posłuchałem Twojej rady i pilnie wykonałem polecenie. Po raz pierwszy. Wpatrywałem się w światło, w kolory, drzewa, ptaki, zwierzęta. Czułem, jak powietrze wpada mi w nozdrza i sprawia, że oddycham. Słyszałem głosy rozbrzmiewające w korytarzu jak pod kopułą katedry. Czułem, że żyję. Drżałem z rozkoszy. Co za radość żyć. Byłem zachwycony.
   Dziękuję Ci, Panie Boże, że to dla mnie zrobiłeś. Miałem wrażenie, że
bierzesz mnie za rękę i wprowadzasz w sam środek tajemnicy, by zgłębiać tajemnicę. Dziękuję.

   Do jutra, całusy, Oskar.
   PS: Moje życzenie: mógłbyś zrobić to jeszcze raz dla moich rodziców? Ciocia Róża już pewnie wie. I może dla Peggy, jeśli starczy Ci czasu...

                                                                ...C.D.N.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#53 2009-10-13 20:13:05

Calineczka

Poetka Duszy

Zarejestrowany: 2007-03-24
Posty: 1781
Punktów :   31 

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

Kochany Oskarze*!

Jest to opowiadanie o ŻYCIU, o wietrze, który wieje, i o nasionach, które na wiosnę wysiewa się do ziemi i które latem, już jako rośliny, kwitną i owocują.
Jest to również opowiadanie o jesieni, o ŚMIERCI, która gasi ludzkie życie czasami bardzo wcześnie, a czasami późno...

Przedstaw sobie najpierw początek wszelkiego życia i Boga, który wszystko stworzył.
Bóg jest jak słońce, które ziemię opromienia i ogrzewa; słońce sprawia, że rośliny mogą rosnąć, ponieważ ono zawsze wysyła swoje promienie - nawet wtedy, gdy go nie widać, gdy ukrywa się za gęstą warstwą chmur.
Pan Bóg stale nas widzi, ciągle jesteśmy w promieniach Jego miłości - nie ma tu znaczenia, czy jesteśmy dziećmi, czy dorosłymi...

Życie człowieka w zaraniu można porównać do nasion mniszka (mleczu), które wiatr niesie w różne strony. Niektóre z tych nasion padają na jezdnie i chodniki, inne do ogrodów, a jeszcze inne na łąki usłane kwieciem.
Tak jak te nasiona, tak również i my, ludzie, rozpoczynamy nasze życie w bardzo zróżnicowanych warunkach, w różnych miejscach: jeden rodzi się w bogatej, inny w biednej rodzinie, jeszcze inni znajdują się od pierwszych dni w Domu Dziecka. Niektórzy w pierwszych dniach czy miesiącach umierają, ponieważ nie było jedzenia, czy nie było lekarstw. Inni wzrastają w przybranych rodzinach, wśród kochających ludzi. Niektórzy mówią, że życie to wielka gra. Nie można jednak zapominać, że istnieje Bóg, i że to On jest Panem wiatru roznoszącego nasiona w różne miejsca. Czy można sobie wyobrazić, aby Bóg nie troszczył się bardziej o ludzi niż o nasiona? W ludzkim życiu nie ma czegoś takiego, jak ślepy los. Bóg kocha każdego człowieka, nikogo za nic nie skazuje i nikogo nie odrzuca od siebie, od swojej miłości. To przecież Pan Bóg stwarzając wyznaczył zarazem tobie twoje miejsce. To On wybrał z biliona innych możliwości twoich rodziców - gdy twoi rodzice i ty jesteście razem, to jesteście po to, aby sobie wzajemnie pomagać, aby się wzajemnie ubogacać.

Czy wiesz, że życie ludzkie jest podobne do szkoły, w której można i trzeba bardzo wiele się nauczyć?
Można się nauczyć np. jak żyć z innymi ludźmi w przyjaźni, jak dzielić z nimi ból i radość. W tej szkole życia można się nauczyć uczciwości, szczerości wobec samego siebie i innych; można się nauczyć kochać drugiego człowieka i doświadczyć tego, że inni nas kochają. Życie nasze rzeczywiście przypomina szkołę; gdy zdamy wszystkie obowiązujące egzaminy, otrzymujemy świadectwo. W odniesieniu do życia znaczy to, że po zdanych egzaminach idziemy do Pana Boga, wracamy do naszej prawdziwej ojczyzny. Tam też spotkamy wszystkich ludzi, których w naszym ziemskim życiu poznaliśmy i ukochaliśmy. Będzie to coś pięknego, będzie to podobne do rodzinnego spotkania po ostatnim zdanym egzaminie...

Gdy umieramy, odrzucamy nasze ciało. Zakończyliśmy część naszej pracy, musimy dalej się rozwijać...

Wyobraź sobie drzewo.
W zimie wydaje się, że nie ma w nim żadnego życia. Gdy jednak przychodzi wiosna, pękają pąki i pojawiają się liście. Późnym latem na drzewie jest wiele owoców, drzewo częściowo wypełniło swoje zadanie. W jesieni traci ono wszystkie liście, zaczyna się dla niego czas odpoczynku...

Wyobraź sobie kwiaty.
Wiesz doskonale, że są takie kwiaty, które tylko kilka dni, czy nawet kilka godzin kwitną. A mimo wszystko, mimo tego krótkiego czasu kwitnienia, wypełniają one swoje zadanie. Te kwiaty były dla wielu znakiem wiary i nadziei, wielu uradowały swoim pięknem. Są również kwiaty, które kwitną bardzo długo, tak że ludzie nawet tego nie dostrzegają zajęci codziennością. Takie kwiaty podobne są do ludzi w podeszłym wieku. Nie zwracamy specjalnej uwagi na staruszków siedzących na ławkach w parku. Dopiero gdy ich zabraknie, zauważamy, że coś się zmieniło...

Postaraj się zrozumieć, że życie podobne jest do koła. Po dniu przychodzi noc, lato przechodzi w zimę.

Gdy statek znika na horyzoncie, nie znaczy to, że statku już wcale nie ma, że statek nie istnieje; statku za linią horyzontu nie można zobaczyć tego miejsca, w którym my się znajdujemy.

Musimy zawsze o tym pamiętać, że Pan Bóg kocha wszystko to, co stworzył, On kocha - ziemię i słońce, kwiaty i drzewa, wszystko. Pan Bóg kocha ludzi, którzy muszą przejść przez szkołę życia, aby dobrze zdać egzamin. Gdy więc wypełnimy wszystkie zadania, jakie były do spełnienia dla nas tutaj na ziemi, wtedy możemy odrzucić nasze ciało. Nasze ciało więzi naszą duszę tak jak kokon, w którym skrywa się piękny motyl. Gdy nadchodzi nasz czas, możemy opuścić nasze ciało. Zostajemy wtedy uwolnieni od bólów i lęków, od tego wszystkiego, co sprawiało nam przykrość. Możemy wrócić do Pana Boga, nie będziemy już nigdy przeżywali chwil samotności i opuszczenia. Tam będziemy dalej się rozwijać, będziemy radośni i szczęśliwi. Będziemy razem z tymi wszystkimi, których ukochaliśmy, a którzy już może bardzo dawno temu odrzucili „kokon” swojego ciała. Będziemy otoczeni przez Pana Boga taką miłością, jakiej nie można sobie wyobrazić tutaj na ziemi.

*********************************************************************************


* Chlopiec miał naprawde na imię Januszek. Ten list Pani Elżbieta Kubler-Ross npaisała do umierające na raka Januszka, który w ostatnim stadium choroby swego krótkiego życia czytal często ten list i znajdowal w nim pociechę i nadzieję. Przed smiercia odesłal go Elżbiecie Kubler -Ross, aby i inne dzieci w podobnej sytuacji mogły przeżywać to, co on....

Ostatnio edytowany przez Calineczka (2009-10-13 20:15:55)


Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała...


http://youtu.be/TgdF5mw9ea8

Offline

 

#54 2009-10-26 08:34:51

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

C.D.

   Szanowny Panie Boże,
   Dzisiaj dobijam setki. Jak ciocia Róża. Dużo śpię, ale czuję się dobrze.
   Próbowałem tłumaczyć rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Ja, który mam sto lat, dobrze wiem, o czym mówię. Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.
   Nie wiem, czy ich na pewno przekonałem. Odwiedź ich. Dokończ dzieła. Ja jestem już trochę zmęczony.
   Do jutra, całusy, Oskar.

                                                   C.D.N


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#55 2010-03-06 20:26:33

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

Przepraszam za tak długą przerwę, dziś wstawiam dwa ostatnie fragmenty:

Szanowny Panie Boże,
Sto dziesięć lat. To dużo. Chyba zaczynam umierać.
Oskar.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#56 2010-03-06 20:30:55

sprężynka

Owieczka

859392
Skąd: Budziszewo/Grębocin
Zarejestrowany: 2009-03-15
Posty: 124
Punktów :   

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

Szanowny Panie Boże,
   Chłopiec umarł.
   Będę wciąż panią Różą, która odwiedza chore dzieci, ale nie będę już ciocią Różą. Byłam nią tylko dla Oskara.
   Zgasł dzisiaj rano, w czasie półgodzinnej przerwy, kiedy z jego rodzicami poszliśmy napić się kawy. Zrobił to bez nas. Myślę, że czekał na tę chwilę, żeby nas oszczędzić. Jakby chciał, żebyśmy nie cierpieli, patrząc, jak odchodzi. To on w gruncie rzeczy nad nami czuwał.
   Jest mi ciężko na sercu, Oskar w nim mieszka, nie mogę go wyrzucić. Muszę powstrzymać łzy aż do wieczora, nie chcę, aby mój ból konkurował z bezbrzeżną rozpaczą jego rodziców.
   Dziękuję Ci, że dałeś mi poznać Oskara. Dzięki niemu byłam zabawna, wymyślałam legendy, znałam się nawet na zapasach. Dzięki niemu śmiałam się i przeżywałam radość. Bardzo mi pomógł w Ciebie wierzyć. Jestem przepełniona miłością, czuję, jak mnie pali, dał mi jej tyle, że starczy na wszystkie następne lata.
   Do zobaczenia, ciocia Róża.
   PS: Przez ostatnie trzy dni Oskar stawiał na szafce przy łóżku kartonik. Myślę, że to Ciebie dotyczy. Napisał na nim: „Tylko Bóg ma prawo mnie obudzić”.


"Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu." / "...dla tej miłości warto żyć..."

Offline

 

#57 2010-10-31 19:32:28

migotka

Owieczka

Zarejestrowany: 2007-03-24
Posty: 430
Punktów :   13 

Re: OSKAR I PANI RÓŻA

Hej kochani )
Jeśli koś chciałby obejrzeć przygody Oskara i Pani Róży na ekranie.. to włączcie jutro TVP 1 o 17:55
Pozdrawiam!!


"Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną, Laska twoja i kij twój mnie pocieszają.” PS. 23,4

Offline

 
spotkanie Taize

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
dowiedzieć się tutaj kantory Rzeszów Shift light ospoilerowania